Martina Zawadzka – Podróż dookoła świata

Martina Zawadzka

Sprzedać wyposażenie mieszkania, wyprowadzić się i wyjechać w podróż dookoła świata. Poniżej Martina Zawadzka przedstawia fascynującą historię z jej roku przerwy. Mając bezpieczne stanowisko menedżerskie w korporacji, zdecydowała się na skok na głęboką wodę i poprosiła o roczny urlop. Udało jej się i w rezultacie miała szansę przytulić kangura czy zamieszkać przez miesiąc z lokalną rodziną na Bali.

Kiedy zaczęłaś myśleć o gap year?

W liceum czy na studiach, nie byłam świadoma możliwości jakie świat w dzisiejszych czasach oferuje. Zawsze słyszałam, że trzeba skończyć szkołę, studia i znaleźć dobrą pracę. Wydawało mi się, że tak trzeba. Dopiero gdy obroniłam magistra i  pomyślałam: jestem wolna i teraz mogę robić to, co chcę. Najpierw zajmowałam się mediami społecznościowymi i marketingiem, więc wszystko co robiłam było w sferze moich zainteresowań i czułam, że się rozwijam. Bardzo się cieszyłam kiedy zostałam menadżerem, ale tak naprawdę nic się nie zmieniło w moim życiu. Nie za bardzo wiedziałam co robić dalej. Co roku robię sobie listę celów i marzeń, i na tej liście było napisane ołówkiem “gap year”. Rok czy dwa lata wcześniej przeczytałam o dwóch dziewczynach, które zrobiły sobie rok przerwy po studiach i zaczęły podróżować. Wtedy wydawało mi się to być nie do pomyślenia: jak można tak skręcić w bok i spełniać marzenia? Ten ostatni cel na liście był światełkiem w tunelu mojego szarego życia.
Postawiłam wszystko na jedną kartę i poprosiłam o roczny bezpłatny urlop.

Jak wyglądała ta rozmowa?

Kiedy szłam na rozmowę to wydawało mi się, że mam 1% szans na to, że szef się zgodzi, ale powiedziałam sobie, że kto nie próbuje, ten nie pije szampana. Przed podjęciem decyzji, mój zwierzchnik musiał jeszcze pójść do swojej szefowej. O dziwo, główną szefową rozbawił mój pomysł. Nie wiem czy to rozbawienie było związane z naiwnością mojego pomysłu, czy może moja odwaga/głupota  wprowadziły ją w dobry nastrój, ale powiedziała “no dobrze, niech jedzie, nie było dotychczas takiej osoby”.

Co by się stało gdyby Ci odmówiono?

Kiedy szłam na rozmowę to bilety miałam już kupione (śmiech). Rozmowa zaczęła się tak, że powiedziałam, że w październiku lecę na Filipiny i przedstawiłam trzy opcje. Pierwsza to był rok przerwy, druga to praca zdalna, a trzecią było wypowiedzenie. W pracy jak zawsze dużo się działo – w korporacji nie ma dobrego czasu na coś takiego. Ale jednak się udało i dlatego namawiam ludzi żeby chociaż próbowali. Każdy mówi “nie, u Ciebie wyszło, ale u mnie nigdy się nie uda”. Ja byłam tego samego zdania – u mnie się nigdy nie uda.

Jak poradziłaś sobie z zobowiązaniami typu mieszkanie?

Na początku zaczęłam wyprzedawać swoje rzeczy. Sprzedawałam wszystko co się tylko dało, nawet rzeczy takie jak patelnie czy deska do prasowania. Znajomi trochę się śmiali i uszczypliwie pytali się “co masz dzisiaj do sprzedania?”, ale też wspierali.

Jak rozpoczął się Twój wyjazd?

Miałam kupione trzy bilety w jedną stronę. Pierwszy na Filipiny z dwutygodniową przesiadką w Dubaju. Następny był do Indonezji, a potem do Australii. Razem wychodziło około trzech miesięcy. W Australii chciałam zdecydować czy mi się podoba czy to czas, żeby wracać. Okazało się że już na Filipinach kupiłam kolejny bilet na Hawaje, w Australii kolejny do Kalifornii i Nowego Jorku – zrobiła się z tego podróż naokoło świata.
Moim celem było to, żeby zamieszkać w miejscach, które odwiedzę. Jeździłam już wcześniej na miesięczne urlopy, na przykład z plecakiem po Tajlandii, ale teraz chciałam uniknąć spędzania trzech dni na jednej wyspie, trzech dni na innej. Chciałam zamieszkać na jednej wyspie przez miesiąc i zrozumieć to wszystko co się tam dzieje. I tak było. W każdym miejscu, które odwiedziłam, starałam się być jak najbliżej ludzi, którzy tam mieszkają i którzy się tam urodzili, zrozumieć jakie mają problemy.

Martina 1 - Martina Zawadzka - Podróż dookoła świata
Foto: Martina Zawadzka

    

Skąd pochodziły pieniądze na ten wyjazd?

Miałam pieniądze na start, ale wiedziałam, że nie starczą na całą podróż. Założyłam sobie, że polecę do Australii nie tylko po to, żeby przytulić kangura, ale też po to, żeby zarobić. W krajach azjatyckich mogłam się utrzymać za to, co mam, ale później potrzebowałam zastrzyku pieniędzy. Planuję w przyszłym roku wydać książkę i tam będzie szczegółowo rozpisane co, gdzie, za ile, skąd miałam i na co to poszło. Będzie dostępna na blogu: https://www.lovelajf.pl/

Gdzie wybrałaś się po Australi?

Poleciałam na Hawaje. Spałam na couchsurfingu w porcie na starej łajbie. Miałam lepszy widok niż z pięciogwiazdkowego hotelu. Z Hawajów poleciałam do San Diego. W poprzednim roku byłam miesiąc w Kalifornii i zobaczyłam już to co chciałam. Tym razem zależało mi aby choć na chwilę odwiedzić Meksyk. Stamtąd poleciałam do Nowego Jorku. Później już tylko Norwegia i do domu.

Czy angielski wystarczył Ci we wszystkich tych krajach?

Tak. Tylko muszę zaznaczyć, że przed wyruszeniem miałam obawy.W szkole uczą nas, że raz trzeba użyć present simple, a innym razem present continuous, i tak dalej, i przez to blokują nas, bo mówią “jak tych czasów nie ogarniecie to tak jakbyście nie znali języka i nie uda wam się porozumieć”. Prawda jest taka, że żadne czasy nie są Ci potrzebne żeby się dogadać. Jak masz chęci aby się porozumieć, uśmiech na twarzy to język Ci w tym nie przeszkodzi. W Azji nie mówią płynnie po angielsku. Czasami to jest kwestia uśmiechu, spojrzenia, miłego gestu. Często kluczowe są proste słowa takie jak “yes”, “there”, “ride” i wymowa w ogóle nie ma znaczenia. Zależy gdzie się jedzie, bo wiadomo, że w Stanach Zjednoczonych mówi się normalnie po angielsku i idzie to o wiele szybciej, ale jeżeli mowa o krajach azjatyckie to jest to zupełnie inny poziom języka. Tak samo w Australii, gdzie akcent jest zupełnie inny. Jak przyjechałam to zastanawiałam się w jakim języku oni do mnie mówią. Oni wszystko skracają np. mówiąc “hey, ha ła ja?” znaczy ”hey, how are you?”Trzeba sobie stworzyć osobny słownik.

Czy miałaś momenty, kiedy czułaś się niekomfortowo?

Często korzystałam z couchsurfingu i czasami nie był to oddzielny pokój tylko jedna duża sypialnia albo salon i spałam na kanapie. W Sydney dzieliłam pokój z Pakistańczykiem. On na swoim łóżku, ja na kanapie. Zero prywatności czy komfortu. Tak samo było na łodzi w Hololulu. Na szczęście nigdy nie spotkało mnie konkretne zagrożenie, ale wyobraźnia działa. Nawet teraz gdyby koleżanka mi powiedziała, że jest gdzieś i śpi u obcego mężczyzny to bym pomyślała “O Matko!”.

Czy były przypadki, gdzie ta strefa komfortu była aż za bardzo naruszona?

Raz w mój host zaproponował, że jak jest mi niewygodnie na sofie to mogę spać u niego na łóżku. Wtedy nie wiedziałam czy jest to jego dobra wola, czy jakaś dwuznaczna propozycja, więc szybko odpowiedziałam, żę dziękuję i mam się dobrze na tej kanapie. Oprócz tego nie było żadnych problemów. W Azji na pewno ludzie patrzyli na mnie z ciekawością, bo my jesteśmy dla nich tak samo egzotyczni jak oni dla nas. Oni mi mówili, że jestem przepiękna, a dla mnie oni byli przepiękni, bo bardzo różnili się od osób, które widzę na co dzień. To co nowe, zawsze jest dla nas afrodyzjakiem.

Martina 2 1 - Martina Zawadzka - Podróż dookoła świata
Foto: Martina Zawadzka

Jakie były szczególnie ciekawe momenty w trakcie Twojego wyjazdu?

Większość była szczególnie ciekawa 🙂 Ale opowiem Ci o dwóch. Na Bali było miejsce, które szczególnie chciałam odwiedzić w tej podróży. Była to pewna brama w okolicach Bedugul. Na jej poszukiwania pojechałam z Łukaszem – Polakiem, którego poznałam dzień wcześniej. Gdy udało się dotrzeć, nacieszyć oczy i przyszedł czas wracać, okazało się, że nie mamy jak wrócić. Dzieliło nas 60 km od Ubud, gdzie nocowaliśmy. Autostop nie jest popularny w Indonezji. Okazało się, że już po minucie zatrzymał się samochód. Było to młode balijskie małżeństwo, które obiecało nas podwieźć chociaż 5km, które jest im po drodze. Wsiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać, po czym zasnęłam u nich w samochodzie. Nie wiem jak się to stało, że zasnęłam, ale Łukasz później powiedział mi, że jak zamknęłam oczy to powiedzieli, że szkoda mnie budzić i zaproponowali żeby zawieźć nas na miejsce. Zaprosili mnie również do siebie na obiad i zaproponowali, że skoro nie mam jeszcze noclegu to mogę przenocować u nich kilka dni. Na drugi dzień leciałam do Dżakarty, ale gdy wracałam na Bali i wtedy już czekali na mnie na lotnisku. Ostatecznie z kilku dni u nich zrobił się cały miesiąc. Spotkało mnie bardzo dużo dobrego z ich strony – stali się częścią mojej rodziny i do dzisiaj jesteśmy w kontakcie. To była niesamowita historia, która była absolutnie nie do zaplanowania. Obcy ludzie zorganizowali mi nocleg, martwili się czy wrócę na noc na czas, czy się nie zgubiłam, czy mam co jeść i tak dalej. To była jedna z najlepszych rzeczy, jakie mnie spotkały.

Druga była w Australii, gdzie chciałam podjąć pracę.  Mimo chodzenia na rękach przez miesiąc niczego nie udało mi się zorganizować. Spałam na couchsurfingu i te osoby bardzo mi pomagały. Jedna Niemka zarekomendowała mnie w restauracji i dopiero wtedy wszystko się zaczęło. To było tak jakbym cofnęła się w czasie, znowu była na studiach i dorabiała w restauracji. Z drugiej strony, wokół mnie były egzotyczne palmy i papugi. Mam wspaniałe wspomnienia z tego okresu. Każdy powinien zebrać się w sobie i dać sobie szansę, żeby przeżyć coś takiego, poza strefą wygody.

Przez sześć miesięcy podróżowałaś po świecie z jednym plecakiem. Teraz wracasz do Polski i nie masz nawet mieszkania. Co dalej?

Moja podróż trwała 182 dni. W tej podróży kompasem było serce i to ono powiedziało kiedy czas  wracać.

Przez pierwsze  dni po powrocie było super. Wszyscy się cieszyli i słuchali moich historii, ale to się skończyło i ludzie wokół mnie wrócili do swojego życia. A moje życie było wywrócone do góry nogami, więc nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Chciałam wyjechać na obóz yogi w górach, ale w trakcie podróży miał miejsce wypadek samochodowy i straciłam ostatnią rzecz, którą miałam, czyli samochód. Bardzo się poturbowałam i spędziłam 9 dni w szpitalu. Kiedy moja mama odwiedziła mnie w szpitalu to powiedziała mi “teraz masz pustą kartkę”. Mogłam zacząć wszystko od nowa i pomyśleć jak chcę zapełnić tę pustą kartkę.

Teraz, po kilku latach, widzę, że bardzo zmienił mi się sposób myślenia. Kiedy byłam na Filipinach siedziałam pod kościołem i czekałam na mojego hosta, u którego miałam spać, ale on się nigdy nie pojawił. Kiedy tam czekałam, podeszła do mnie starsza pani, która handlowała świecami pod kościołem i zapytała się z jakiego kraju jestem. Powiedziałam, że z Polski, z Europy, a ona na to, “very rich country” (bardzo bogaty kraj). Odpowiedziałam, że Europa Zachodnia i Wschodnia to nie to samo i że są różnice. Wtedy ona zadała pytania, która do dzisiaj są w mojej głowie i czasami je sobie zadaję.

  • A twoja rodzina ma co jeść?
  • Tak.
  • A macie dom murowany?
  • Tak.
  • To co mi mówisz, że nie jesteś bogata?

I wtedy za bardzo nie masz co odpowiedzieć. Bo przecież nie powiesz, “nie, trzeba mieć zamek, żeby być bogatym”. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia dlatego czasem warto zmienić miejsce na którym siedzisz. Mam gdzie mieszkać, moja rodzina jest zdrowa, jak wracam po podróży to mam gdzie spać, więc jestem bogata. Moje horyzonty się poszerzyły i życie dla mnie nie kończy się na małych problemach. Nawet jak miałam wypadek to starałam się to traktować jako szansę. Na każdą napotkaną osobę zaczęłam patrzeć na nauczyciela, a na każdą napotkaną sytuację jak na okazję do nauczenia się czegoś nowego.

Czy ten gap year wpłynął na Twoje planowanie kariery?

Nie tylko na planowanie kariery! Teraz zawsze dzielę moje życie na “przed gap year” i “po gap year”. Po tym roku stałam się zupełnie inną osobą – inna głowa, inne pomysły, większa otwartość, większa ufność.

Wiele osób po studiach mówi, że jest już dla nich za późno na gap year. Co o tym sądzisz?

Myślę, że trudno jest tutaj udzielać komuś rad. Mnie nikt nie radził żebym pojechała. Każdy miał inny, ich zdaniem lepszy, pomysł na życie. A podróż była moim. Jeżeli ktoś jest zdecydowany, że na swoim etapie życia potrafi się z tym zmierzyć, to warto spróbować. Jest dużo osób, które podróżują po świecie, również z rodzinami, i jak widać można. Przykłady osób, które poznałam po drodze oraz blogi osób, które czytam pokazują, że wszystko jest możliwe, ale pytanie czy dana osoba jest na to gotowa, bo każde marzenie ma swoją cenę do zapłacenia. Może to być to, że nie dostanie się wypłaty na konto przez miesiąc albo będzie musiało się wyprzedać swoje rzeczy. Trzeba zgromadzić na to środki i zrezygnować z pewnego komfortu, który się miało. Kiedy miałam wyjechać, mogłam powiedzieć, że jest czas na zakładanie rodziny czy remontowanie łazienki. Zawsze są jakieś wymówki, ale jak się chce to można.

 

Co o tym sądzisz?

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.