Magdalena Michalec – Gap year w Zambii, Wielkiej Brytanii i na Bałkanach

Magda Michalec

Kiedy spytałem się jej, co robiła w trakcie jej gap year, odpowiedziała, że „Trudno jest to ubrać w kilka słów”. I to prawda. W poniższej rozmowie Magda Michalec opowiada o tym jak spędziła 16 miesięcy po liceum. W tym czasie była wolontariuszką w Zambii, pracowała dla amerykańskiej armii w Europie i podróżowała autostopem po Bałkanach. A to jeszcze nie wszystko!

Jak zaczęła się Twoja przygoda z gap year?

Byłam w liceum, kiedy pomyślałam o wzięciu gap year. Wcześniej nie miałam możliwości podróżowania, a poza tym lubię wyłamywać się ze schematów, więc trochę chciałam urozmaicić tę ścieżkę liceum-studia-praca.

Co było dla Ciebie najbardziej ekscytujące?

Najbardziej ekscytujące było to, że w końcu gdzieś wyjadę. Wtedy za granicą byłam może dwa-trzy razy, a teraz mogę powiedzieć, że sporo zobaczyłam przez te 16 miesięcy. Oprócz tego, pociągało mnie to, że miałam być zdana na siebie, bardziej samodzielna i niezależna. Czekało mnie wiele nieznanego, nie wiedziałam, co się wydarzy i ten element niepewności na pewno dodawał emocji.

Jaka była rola rodziców w planowaniu Twojego gap year?

Rola rodziców polegała na tym, żebym nie zrobiła zbyt głupich rzeczy. Na początku nie byli tym zbyt zachwyceni, że nie chciałam iść na studia i zamiast tego, jeździć nie wiadomo gdzie. Ale później się to zmieniło i bardzo mnie wspierali, zaczynając od pomocy z przygotowaniem wyjazdu poprzez podrzucanie różnych materiałów. A kiedy już byłam za granicą to zawsze mogłam zadzwonić i porozmawiać.

To w maju skończyłaś liceum i co dalej?

Najpierw musiałam na te wszystkie podróże, które sobie zaplanowałam, zarobić. Jedną z rzeczy, z których jestem dumna, jest to, że wszystkie wyjazdy sfinansowałam sobie sama. Tak więc po maturze zorganizowałam imprezę pożegnalno-urodzinową i 30 maja, w dzień po moich 19 urodzinach wsiadłam w samolot. Razem z moją koleżanką ze szkoły poleciałam do Szkocji, aby pracować na farmie truskawek. Pracowałyśmy tam przez dwa i pół miesiąca, co było ciekawe samo w sobie. Później zwiedziłyśmy Szkocję autostopem, a w sierpniu wróciłam do Polski.

Wtedy nagle posypały mi się chyba cztery plany na wyjazdy na kolejne tygodnie, więc musiałam szybko wymyślić coś innego. Skorzystałam ze strony Worldpackers, która działa na tej samej zasadzie co Workaway i pojechałam na kilka tygodni do Wilna, gdzie pracowałam w hostelu backpackerskim w zamian za pokój i część wyżywienia, co też było świetnym doświadczeniem. Pomimo tego, że byłam w jednym miejscu, poznawałam ludzi z całego świata. Przekrój społeczeństwa jaki tam można było zaobserwować, to było coś fascynującego i bardzo przyjemnie wspominam tę pracę. Planowałam tam zostać trochę dłużej, ale okazało się, że wyjazd, który pierwotnie  miał się odbyć w październiku, może się odbyć w listopadzie, więc wróciłam, żeby się na niego przygotować.

Dowiedz się więcej na temat wyjazdu z Workaway i Worldpackers w artykule Organizowanie gap year na własną rękę.

Wyjazd do Zambii

To miał być miesięczny wolontariat w Zambii i planowałam go już od blisko pół roku. Pracowałam właśnie dlatego, że potrzebowałam na niego pieniędzy. Po powrocie do Polski zaszczepiłam się i niedługo potem poleciałam na drugą półkulę. Tam byłam z dwiema innymi Polkami, ale poznałam je dopiero na miejscu. Pomagałam w szkole prowadzonej przez Zambijczyków i to nie był nawet w pełni murowany budynek. Było to niesamowite przeżycie, zwłaszcza, że wcześniej nie miałam zbyt dużo styczności z dziećmi. A tu nagle, pół roku po ukończeniu liceum byłam nauczycielką i pomagałam dzieciom z angielskim, nauką obsługi komputera oraz organizowałam im zabawy ruchowe i artystyczne.

Magda Michalec 2 1024x768 - Magdalena Michalec – Gap year w Zambii, Wielkiej Brytanii i na Bałkanach
Zebry w Zambii. Fot. Magdalena Michalec

Spędzałyśmy z dziećmi też dużo czasu poza zajęciami, a ogólnie warunki bardzo różniły się od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Wejście w tę zupełnie inną społeczność, poznawanie sąsiadów oraz rozmowy z tamtejszymi ludźmi były bardzo kształtującym doświadczeniem. Korzystając z pobytu w Afryce odwiedziłyśmy również Wodospady Wiktorii w Zimbabwe i safari w Botswanie, które były przepięknymi miejscami.

Czy mogłabyś powiedzieć więcej skąd wziął się pomysł, żeby wyjechać do Zambii i jak wyglądały przygotowania?

Jeszcze kiedy byłam w liceum, chciałam, żeby w trakcie gap year odbyć przynajmniej jedną daleką podróż. Stwierdziłam, że zamiast pojechać i zrobić kilka zdjęć, lepiej jest stać się członkiem społeczności i zobaczyć jak to wygląda “od kuchni”. Wobec tego zaczęłam szukać możliwości wyjazdu na wolontariat i znalazłam ten, który jest dosyć specyficzny, ponieważ nie było to przez żadną organizację kościelną, jak to zazwyczaj bywa w tamtej części świata, tylko jest to działalność fundacyjna polskiej prywatnej uczelni. Niemniej przelot i życie na miejscu finansowałyśmy sobie same. Fundacja dała nam kontakt do tego miejsca i pomogła się przygotować. Zaaplikowałam, żeby pojechać tam w październiku, ale byłabym jedyną wolontariuszką i nie chcieli mnie puścić samej.

Z perspektywy czasu jestem wdzięczna za ich decyzję, bo dziewczyny, z którymi pojechałam tam w listopadzie były fantastyczne. Chciałabym też powiedzieć, że mimo, że była to świetna przygoda, ten wyjazd był dla mnie dużym obciążeniem psychicznym. Po raz pierwszy opuściłam nasz krąg kulturowy i bardzo się cieszę, że miałam przy tym jakieś wsparcie. Wracając do przygotowań – kiedy planowałam ten wyjazd, dużo czytałam o Zambii oraz prowadzeniu zajęć dla dzieci. Spotkałam się też kilka razy z inną wolontariuszką, która była w tej samej szkole. Sporo się przygotowywałam, ponieważ mimo, że obawy nie były jakieś konkretne, to były duże – daleko, inaczej, zupełnie inne życie.

Co było po tym wyjeździe?

Wróciłam do Polski na początku grudnia i cóż, byłam bez grosza. Potrzebowałam nowego źródła dochodu, więc zatrudniłam się w Warsie i w sumie spędzałam całe dnie jeżdżąc w różne części Polski. To, z kolei, było dosyć obciążające fizycznie, ale była to ciekawa praca. Ludzie w trakcie podróży są bardziej otwarci i chętni do rozmowy, więc pracując poznawałam dużo ludzi i prowadziłam interesujące rozmowy z pasażerami. Do końca stycznia udało mi się już trochę odłożyć, więc wyjechałam do Londynu do moich przyjaciół, którzy tam studiują. Pomieszkałam u nich pod stołem w kuchni przez jakieś dwa tygodnie, a w międzyczasie znalazłam pracę w indyjskiej restauracji jako kelnerka. Wynajęłam sobie pokój i przez dwa miesiące z hakiem zwiedzałam Londyn. Znowu mogłam poznać nowych ludzi i zobaczyć jak wygląda życie w takiej multikulturowej metropolii.

Wygląda na to, że z każdego doświadczenia potrafisz wyciągnąć coś pozytywnego. Skąd wzięło się u Ciebie takie nastawienie?

Wydaje mi się to naturalne, że jeżeli już coś robię to lepiej skupić się na tych pozytywnych aspektach. Myślę, że duża w tym zasługa moich rodziców, a szczególnie mamy, która nauczyła mnie, że do każdej sytuacji można się przystosować i wyciągać z niej to, co najlepsze, zamiast zwracać uwagę na negatywy. Oczywiście nie jest tak, że zawsze widzę świat przez różowe okulary i jestem wesoła. W tych miejscach, w których byłam, po prostu dobrze się bawiłam, w taki czy inny sposób.

Magda Michalec 3 - Magdalena Michalec – Gap year w Zambii, Wielkiej Brytanii i na Bałkanach
Muzeum Historii Naturalnej w Londynie. Fot. Magdalena Michalec

Jak radziłaś sobie z tym, że nie byłaś już otoczona przez swoich rówieśników?

Przede wszystkim, nie wiem dlaczego, ale ludziom często wydawało się, że jestem starsza niż w rzeczywistości, mimo że wcale na starszą nie wyglądam. Możliwe, że to kwestia okoliczności tych rozmów. Mam też sporo znajomych, którzy są starsi ode mnie, więc w żaden sposób mi to nie przeszkadzało.

Ludzie w innym wieku mają bogatsze doświadczenie i odmienne spojrzenie na życie, i moim zdaniem jest to interesujące. Wydaje mi się, że z takich rozmów można wyciągnąć nawet więcej niż z rozmów z rówieśnikami.

Co było po Londynie?

Nie wspomniałam o jeszcze jednym małym wyjeździe. W styczniu skorzystałam z tanich biletów lotniczych i poleciałam do Berlina. Razem ze znajomym byłam tam przez cztery dni i była to moja pierwsza wycieczka do Niemiec.

Kiedy wróciłam z Londynu mój inny znajomy podrzucił mi ofertę pracy. Zaaplikowałam i… przez trzy tygodnie jeździłam w konwojach amerykańskiej armii z Niemiec na Litwę przez Polskę jako wsparcie lingwistyczne. To już było całkiem szalone, bo jeździłam w kolumnach 20 pojazdów pancernych razem z armią i całym ich sprzętem. Musiałam chodzić w hełmie i zdarzyło mi się spać na skrzynkach z amunicją. Raz nawet spędziłam 40 minut siedząc w czołgu i rozmawiając o filozofii z jego “kierowcą”. Byliśmy też w tej amerykańskiej bazie w Niemczech. Generalnie to tłumacze byli po to, żeby żołnierze byli w stanie kontaktować się z polską żandarmerią wojskową, która jak się okazuje nie mówi po angielsku. To była trochę komiczna sytuacja, kiedy siedziałam z żołnierzami w samochodzie, żandarmeria jechała na przedzie i tyle kolumny, a jedynym kontaktem między nimi był mój telefon. Zobaczenie armii z bliska weryfikuje wiele poglądów (śmiech).

A potem jeszcze Kraków, Pol’and’Rock, Lwów

Po skończeniu tej pracy zatrudniłam się jeszcze na trochę – w sklepie z pamiątkami w centrum Krakowa. Moja praca polegała na rozmowach o podróżach z klientami i świetnie się w tym odnajdywałam, bo to było moje zajęcie przez ostatnie kilka miesięcy (śmiech). Byłam też na trzydniowym szkoleniu dla służb informacyjnych na imprezach masowych i w trakcie tegorocznego festiwalu Pol’and’Rock zaangażowałam się jako wolontariusz. Zobaczenie tak dużego wydarzenia od innej strony było fantastyczne.

W międzyczasie zorganizowałam jeszcze swoje urodziny. Co prawda dwa miesiące po właściwej dacie, ale trwały cztery dni. Był jeszcze jeden mały wyjazd do Lwowa,  bardzo spontaniczny. W poniedziałek wyjeżdżałam do bazy wojskowej na drugi koniec Polski, w czwartek kolega zaoferował mi dołączenie do ekipy, a w piątek wieczorem siedziałam w autobusie do Lwowa. Mieliśmy wrócić w niedzielę wieczorem, ale oczywiście ten plan nie do końca wypalił. Wróciliśmy w poniedziałek rano, weszłam do domu, przepakowałam się i wsiadłam w kolejny pociąg.

Czyli podsumowując, po wojsku była praca, urodziny i tydzień na festiwalu muzycznym. Wreszcie przyszła pora na wyjazd, który planowałam od samego początku, ale cały czas coś go przesuwało. Chciałam gdzieś pojechać i pozwiedzać, taki urlop dla przyjemności, zamiast robienia czegoś konkretnego. Bardzo ciągnęło mnie na Bałkany i w końcu, w połowie sierpnia udało mi się tam pojechać. Dostałam się do Budapesztu autobusem, a stamtąd autostopem przez Serbię, Kosowo i Albanię do Podgoricy w Czarnogórze. Jeździłam już wcześniej autostopem, także sama, ale to był pierwszy raz, kiedy nie wiedziałam, gdzie będę spać, nie miałam planu i szłam na żywioł, co szczególnie początkowo trochę mnie stresowało.

Wróciłam w połowie września i wyprowadziłam się od rodziców, żeby zamieszkać z przyjaciółmi. Pierwszego października rozpoczęłam studia na AGH na kierunku inżynieria akustyczna.

Magda Michalec 1 - Magdalena Michalec – Gap year w Zambii, Wielkiej Brytanii i na Bałkanach
Plaża w Albanii. Fot. Magdalena Michalec

Jak to jest możliwe, żeby z dnia na dzień przenieść się z podróży po świecie do siedzenia w ławce na uczelni?

(Śmiech) Ja uwielbiam Kraków i może wydawać się to paradoksalne, ale im więcej widziałam na świecie, tym lepiej mi się tutaj wracało. Chciałam wrócić do ludzi, których tutaj miałam, a poza tym uważam, że poziom kształcenia jest naprawdę dobry. Mimo moich podróży nie chciałam wyjeżdżać na studia za granicę, a kierunek, który wybrałam wymyśliłam sobie w połowie trzeciej klasy liceum, tylko, że nikomu o tym nie powiedziałam. To była taka moja wymówka, że nie wiem, co chcę studiować i się zastanowię, a tak naprawdę już miałam postanowione. Chociaż muszę przyznać, że chciałam zobaczyć czy mi się to zmieni, jak poznam dużo innych rzeczy. Nie zmieniło się.

Jakie lekcje wyciągnęłaś z tego roku?

Ciężko jest odpowiedzieć na to pytanie… Może to i banał, ale to, że mama często ma rację i jednocześnie to, że nie zawsze. Rodzice często dawali mi rady, o których sama bym nie pomyślała i były bardzo przydatne, chociażby myślenie o ubezpieczeniu. Moja mama bardzo się martwiła i denerwowała podczas moich wyjazdów, więc żeby ją uspokoić i pokazać, że nie skaczę w paszczę lwa, bardzo skrupulatnie się do nich przygotowywałam. Wiedziałam co gdzie jest, jak się odzywać i tak dalej. Zwłaszcza na początku gap year nie szłam na żywioł. To na pewno była jedna z lekcji – żeby być dobrze przygotowanym i jednocześnie nie bać się brać okazji, które się nadarzają. Rodzice odradzali mi część rzeczy, na które się ostatecznie zdecydowałam i jestem z tego zadowolona. Uważam, że trzeba mieć plan, ale zawsze być gotowym, żeby go zmienić.

Skąd brałaś informacje potrzebne do przygotowania wyjazdu?

Internet, internet, internet. Wszystkie informacje można tam znaleźć, a blogi podróżnicze są bardzo przydatne. Czytałam różne artykuły i poradniki takie jak “Ile to może kosztować?” czy “Co warto zobaczyć?”. Na Bałkany czytałam też przewodniki papierowe. Na początku dostałam też dwie książki od rodziców, co było znakiem, że choć nie podobają im się moje plany, to je akceptują. Jedna to była książka Marzeny Filipczak “Rozważnie i romantycznie” o samotnym podróżowaniu kobiet, od kobiety, która ma w tym duże doświadczenie. Wygląda to trochę inaczej niż w przypadku mężczyzn, więc uważam, że dla dziewczyn takie wskazówki są jak najbardziej przydatne. Druga książka to była “Twoja samodzielna podróż” Karola Wernera, która jest stricte poradnikowa – o czym pamiętać, na co zwrócić uwagę, jak się do tego zabrać.

Jak gap year wpłynął na Twoje życie?

Przede wszystkim stworzyłam wiele trwałych znajomości. Z tą koleżanką, z którą pojechałam do Szkocji, znałam się już sześć lat. Po miesiącach bycia przyklejonymi do siebie, nie tylko polubiłyśmy się jeszcze bardziej, ale  obecnie razem wynajmujemy pokój. Z inną koleżanką z wolontariatu z Zambii nadal jestem w kontakcie. Zdążyłam już odwiedzić znajomych w Czechach i zobaczyć w Krakowie ludzi poznanych za granicą.

Moim wnioskiem jest to, że gap year nie istnieje. To nie jest tak, że ja robię przerwę w życiu, coś pauzuję, a później klikam “play”. Że teraz zadzwonił mi dzwonek na lekcje, więc pakuję plecak i wracam do normalnego życia. To nie była żadna luka czy przerwa, tylko fragment mojego życia, który wpłynął na to co robię teraz.

Czy myślisz, że każdy jest w stanie zorganizować sobie taki rok jak Ty?

Przede wszystkim, mój rok nie był zaplanowany od początku do końca. Wyobrażałam go sobie inaczej i nie planowałam pobytu w 90% krajów, które odwiedziłam. Wobec tego myślę, że tak. Jeżeli ktoś ma samozaparcie i energię do tego, bo łatwo jest siedzieć w domu lub znaleźć pracę w innym kraju i tam się urządzić. Wbrew pozorom te ciągłe zmiany były dosyć męczące. Momentami to było dosyć prowizoryczne, a wszystko co miałam przy sobie to 60-litrowy plecak, niezależnie czy wyjeżdżałam na 4 dni czy 4 miesiące. To też był szok po powrocie do Krakowa – zdać sobie sprawę, że mam szafę. Poza tym to nie musi być rok. U mnie to było 16 miesięcy, ale to może być pół roku albo dwa lata, w zależności od tego, kto co chce robić i w którym momencie życia się na to decyduje.

 

Co o tym sądzisz?

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.