Katarzyna Karpierz – Au pair w Wielkiej Brytanii

Kasia Karpierz

Wyjazd na au pair to świetna przygoda, ale czasami samo przygotowanie do wyjazdu staje się dużym doświadczeniem.

Poznaj historię Kasi Karpierz, która szukała rodziny goszczącej na własną rękę i ostateczne wyjechała na prawie 10 miesięcy do Londynu. Mimo że miała trudniejsze momenty, ostatecznie zachęca wszystkich do wyjazdu, ponieważ “może i tak jak ja, zyskasz drugą rodzinę, która zawsze będzie Cię wspierać, pomimo tego, że nie łączą was żadne więzy krwi.”

Skąd wziął się u Ciebie pomysł na wzięcie gap year?

Wszystko zaczęło się dość niespodziewanie. Po maturze stwierdziłam, że jeszcze nie jestem gotowa na pójście na studia, jestem zmęczona nauką i chcę zrobić coś szalonego – coś, co będzie nietypowe i sprawi, że wyrwę się z mojego miejsca zamieszkania. Moim pierwszym pomysłem był wyjazd do Australii, ponieważ mieszka tam moja siostra, jednak okazało się, że sytuacja z wizami pracowniczymi jest tragiczna. Jest to długi i skomplikowany proces. Przez przypadek znalazłam informację na temat au pair i pomyślałam “Czemu nie?”. Wtedy musiałam wybrać do jakiego kraju chcę wyjechać. Rozważałam odległe kraje, takie jak USA lub Australia. Jednak coś ciągnęło mnie do Londynu i zdecydowałam się na wyjazd do Wielkiej Brytanii. Początkowo miało to być tylko pół roku i miałam wrócić, żeby napisać maturę. Okazało się, że zostałam dłużej, gdyż bardzo się polubiliśmy z moją rodziną. Ostatecznie spędziłam tam 9 i pół miesiąca, a do Polski w okresie maturalnym wróciłam tylko na kilka dni.

Dlaczego po maturze chciałaś “zrobić coś szalonego”?

To chyba przez to jaką jestem osobą. Szaleństwo mam we krwi, więc zrobienie roku przerwy nie było dla mnie aż tak nietypowe. Ludzie zdawali sobie sprawę, że jest to coś, do czego jestem zdolna i wyjazd za granicę był chyba najlepszą opcją.

Czy rozważałaś inne możliwości spędzenia tego roku?

Kiedyś myślałam o podróży dookoła świata, ale kiedy zastanawiałam się co zrobić w trakcie tego roku to odrzuciłam tę możliwość. Chciałam spędzić dłuższy czas w jakimś miejscu, żeby poznać dobrze kulturę i lokalną społeczność. Wydawało mi się, że podróż dookoła świata nie da mi tego samego, co życie z tymi samymi ludźmi przez dłuższy czas. Jasne, że chciałabym to kiedyś zrobić, ale wtedy jeszcze nie czułam się na to gotowa. Chciałam się zasiedzieć w jednym miejscu i dogłębnie poznać ludzi.

Czy udało Ci się?

Zdecydowanie mi się udało! To zależy od ludzi, na jakich się trafi, bo wiem, że jest bardzo wiele takich nieciekawych historii na temat rodzin, z którymi dziewczyny mieszkają. Gdy ja wróciłam, wszyscy ode mnie słyszeli, jak fantastycznie tam było i słyszeli dużo historii odnośnie różnic w zachowaniu pomiędzy nami, a Brytyjczykami. Myślę że dużo się nauczyłam na temat ich kultury.

Jak znalazłaś twoją rodzinę goszczącą?

Przez stronę internetową Au Pair World. To jest strona internetowa, na której można szukać rodziny. Nie płaci się za to, ale z drugiej strony nikt Ci nie sprawdza rodzin. To jest trochę mniej bezpieczna opcja niż skorzystanie z agencji. Niemniej zachowałam wszystkie środki przy szukaniu rodziny i nie bałam się wyjechać.

Co takiego zrobiłaś, aby zapewnić swoje bezpieczeństwo?

Przede wszystkim, kiedy umawiałam się na rozmowę, umawiałam się na rozmowę video, a nie telefoniczną. Chodzi o to, żeby zobaczyć tych ludzi. To jest chyba najważniejsze, bo jest wiele historii, gdzie okazuje się, że rodzina wygląda inaczej niż w opisie. Drugą rzeczą jest fakt uzgadniania wszystkiego z rodziną, jeżeli są jakieś nieścisłości. Jeśli z czymś się nie zgadzasz to na etapie wstępnej rozmowy powinno się już o tym rozmawiać, a nie zostawić to na moment, kiedy już się z tymi ludźmi będzie mieszkać. Wtedy wychodzą nieprzyjemności i zazwyczaj wyjazd kończy się z niezbyt dobrymi stosunkami.

Kasia Karpierz 1 1024x768 - Katarzyna Karpierz – Au pair w Wielkiej Brytanii
Foto: Katarzyna Karpierz

Czy miałaś jakieś konflikty z Twoją rodziną?

Właściwie to nie. Miałam małe zastrzeżenia odnośnie wyjazdów moich hostów. Trochę się czułam tak, że muszę być w domu na każde zawołanie. Porozmawiałam z nimi i powiedziałam im, że nie czuję się z tym komfortowo. Mam swój wolny czas i poustalane godziny zajęć, więc nie mogę być na ich każde zawołanie, kiedy jest już po moich godzinach pracy. Przyjęli to bardzo dobrze, zrozumieli to i nie mieliśmy żadnych konfliktów.

Czy pojechałaś do pierwszej rodziny, z którą się skontaktowałaś?

Nie. Mój proces aplikacji był długi i mozolny, z dość czasochłonnymi poszukiwaniami. Pierwsze kilka rodzin okazało się być “fake (fałszywymi) rodzinami”. Ja zaproponowałam im rozmowę video, a oni od razu się wycofali i nie chcieli tego zrobić. To obudziło u mnie pewien niepokój. Część rodzin umawiała się na wstępne rozmowy, po czym nie odzywała się nawet po przypomnieniu. Sytuacja się zmieniła, kiedy zamieściłam swoje referencje. Kiedy zamieściłam opinie innych na mój temat na swoim profilu, dostałam masę zgłoszeń i na tych zgłoszeniach się opierałam. Finalnie miałam dwie rodziny między którymi wybierałam, ale jak się okazało, jedna z nich sobie kogoś wybrała, więc ostatecznie zostałam z jedną rodziną i to do nich wyjechałam.

Jak wyglądał twój przyjazd do Londynu?

Myślę, że jak każda osoba, która styka się z nową kulturą, przeżyłam najpierw szok, który trudno jest opisać. Mnie bardzo wiele rzeczy zdziwiło i sprawiło, że nie czułam się komfortowo przez pierwszy miesiąc pobytu w Londynie. Przede wszystkim uderzył mnie fakt, że jestem w Anglii i mówię po angielsku. Wiem jak to głupio brzmi i zdaję sobie z tego sprawę, ale taka jest prawda. Gdy wylądowałam na lotnisku i doszło do mnie, że wszyscy mówią po angielsku zaczęłam się zastanawiać “a co jeśli ktoś mnie nie zrozumie”, “a co jeśli zapomnę jakiegoś słowa”, “a co jeśli to i tamto”. Takich obaw było dość sporo, ale moja rodzina była fantastyczna w tej kwestii. Przeprowadzili mnie przez ten proces: zostałam przedstawiona całemu otoczeniu i sąsiadom, a moja host mama oprowadziła mnie po całej okolicy. Dzięki temu, już tego pierwszego tygodnia wiedziałam już wszystko, co musiałam wiedzieć. To było bardzo pomocne z jej strony, bo nie czułam się jak obca osoba w obcym miejscu. Czasami nie wiedziałam, co się dzieje, ale dzięki moim hostom (rodzinie goszczącej) odnalazłam się w tej nowej rzeczywistości.

Jeżeli chodzi o moje zajęcia to w au pair głównym zamysłem to jest to, że obcujemy z inną kulturą. Opiekowałam się dziećmi moich hostów i otrzymywałam za to kieszonkowe, a dzięki zarobionym pieniądzom zwiedzałam. Jeździłam po Anglii do miast, które zawsze chciałam zobaczyć i chodziłam też na kurs językowy, bo pomyślałam, że dobrze będzie zaczerpnąć języka tam na miejscu. To były takie moje trzy główne zajęcia.

Czy sama sobie organizowałaś wyjazdy i naukę języka?

Po części. W trakcie wstępnych rozmów moja host rodzina pytała mnie odnośni kursu językowego – czy sama za to zapłacę, czy chcę, żeby to oni pokryli. Po zapoznaniu się z wymaganiami i kosztami, stwierdziłam, że akurat za to mogę zapłacić. Oni płacili mi za loty, więc pomyślałam, że to też trochę nie fair w stosunku do nich, żeby płacili jeszcze za to. Jeżeli chodzi o podróże to było różnie. Raz wraz z moimi hostami i dzieciakami byliśmy w Irlandii na kilka tygodni i oni pokryli całą podróż. Mieliśmy również wycieczkę w okolicach Winchester, Southampton, Stonehenge i Bath. Zrobiliśmy objazdówkę między tymi miastami, którą oni zapewnili i zrobili to dla mnie, gdyż wiedzieli, że chciałam odwiedzić te miejsca. Resztę miast odwiedziłam sama, a koszty wyjazdów pokryłam sobie z pieniędzy, które zarobiłam w trakcie wyjazdu.

Jak radziłaś sobie z opieką nad dziećmi?

Miałam już wcześniejsze doświadczenie z opieką nad dziećmi, ale mimo tego, jest to coś bardzo trudnego, zwłaszcza zajmowanie się nie swoimi dziećmi. Każdy z nas ma jakieś swoje metody wychowawcze i niekoniecznie będzie się nam podobać coś co wprowadza ktoś inny, z innej kultury. Trzeba na to bardzo uważać. Z drugiej strony praca z dziećmi jest o tyle ciekawa, że nie wiesz co się stanie, jakie wyzwania będą na ciebie czekać, czy i na co musisz być przygotowany. Ja się bardzo tego bałam, ale jakoś przeżyłam. Bywały nawet takie chwile gdzie chciałam wszystko rzucić.

Kasia Karpierz 2 - Katarzyna Karpierz – Au pair w Wielkiej Brytanii
Foto: Katarzyna Karpierz

Co takiego się zdarzyło, że chciałaś przerwać ten wyjazd?

To była bardzo osobista kwestia. Kiedy byłam w Anglii, moją rodzinę trafiło nieszczęście – mój tato trafił do szpitala. Ja byłam w innym kraju i nie miałam możliwości przyjazdu do domu. W takich chwilach człowiek chce to wszystko rzucić, czy to ze słowem wyjaśnienia, czy bez. Po prostu rzucić to wszystko i wrócić. Na szczęście, sytuacja okazała się nie być tak tragiczna, jak wszyscy myśleli. Ostatecznie przyjechałam do Polski, odwiedziłam moją rodzinę i wróciłam do Anglii na koniec mojej umowy.

Drugą sprawą są oczywiście nieprzyjemne sytuację z dziećmi. Czasami masz już dość, gdy dzieci mają zły dzień i wychodzą nieprzyjemności. Wiadomo, że takie dni się zdarzają i u dzieci, i u mnie. I jakkolwiek się nie lubiliśmy, to czasami mieliśmy konflikty, które zawsze kończyły się zgodą. Jednak w trakcie ich trwania, zaczynasz się zastanawiać “Po co ja właściwie tu jestem?”. Już nie mówiąc ile to pytanie pada razy, gdy dzieci cię nie słuchają.

Kolejną sprawą jest tęsknota, która każdego na jakimś etapie dopada. U mnie łączyło się to z pobytem mojego taty w szpitalu, bo wtedy najbardziej dotknęło mnie to ile mnie omija.

Opowiedz proszę, jak wyglądał dla ciebie powrót do domu.

Niestety, ja nie chciałam wracać. Żyłam z taką myślą, że mogłabym tam zostać i coś ze sobą zrobić, ale trzymał mnie fakt, że bardzo chciałam iść na studia. Rok przerwy w nauce dużo mi dał, ale odebrał mi okazję uczenia się i tak jak po maturze bardzo chciałam wyjechać, tak w trakcie wyjazdu chciałam wrócić na studia i uczyć się czegoś, co mnie fascynuje. Był jedyny powód, dla którego wróciłam do Polski, bo gdybym nie miała takich myśli, to bym tam została. Powrót był trudny i przez pierwszy miesiąc czułam się bardzo nieswojo, ale powrót do rodziny bardzo mi pomógł. Na wyjeździe nie ma zbyt wiele kontaktu, porzuca się swoje życie. Powrót to nie było coś, co mnie w tamtym momencie satysfakcjonowało, ale na pewno rodzina i przyjaciele wiele mi dali.

Czy nie martwiłaś się zakwalifikowaniem na studia?

Bardzo się martwiłam. W trakcie mojego wyjazdu okazało się że musiałam zdać przedmiot, którego nie zdawałam. Wobec tego, była walka z moim liceum, żeby mnie dopuścili do matury i do zdawania przedmiotu, którego nie zdawałam wcześniej, biologii. Co do przygotowań to myślę, że jeżeli miałabym zdawać więcej przedmiotów albo całą maturę poprawić to nie dałabym rady. Wydaje mi się, że tego czasu wolnego jest dużo, ale jesteś w innym środowisku i nie chcesz się uczyć. Wolisz zwiedzać i coś zobaczyć, niż siedzieć z książkami i się uczyć. Przez to mój wynik nie był tak satysfakcjonujący, jakbym chciała, ale najważniejsze, że dostałam się na uczelnię.

Jakie są twoje przemyślenie podsumowujące ten rok?

Do wszystkich osób, które nie mają pojęcia, co ze sobą zrobić po liceum, które nie są pewne, co do swoich studiów, które chciałyby pójść na studia, ale nie są tego w 100% pewne: naprawdę zachęcam do wzięcia gap year, czy to będzie au pair czy inny wyjazd. Jest to świetne doświadczenie. Au pair uczy dorosłego życia, bo stoi się przed wieloma wyborami. Ponadto uczysz się samodzielności. Sam wybór rodziny to bardzo dojrzała decyzja, pokazuje na ile potrafisz sobie poradzić w życiu. Taki wyjazd to jest skok na głęboką wodę, bo żyjesz w innej rzeczywistości, w innej kulturze, wszystko jest dla Ciebie nowe i musisz się jakoś tam odnaleźć. Podróże kształcą. To jest oklepany tekst, ale bardzo prawdziwy i nie ma co się męczyć na studiach, gdyż jesteśmy młodzi i cały świat stoi przed nami otworem. Szkoda nie skorzystać.

Na początku wiele osób nie pochwalało mojej decyzji i nie zgadzali się z nią, mówili “Masz iść na studia, koniec, kropka”. Po moim wyjeździe zmienili swoje zdanie. Zaczęli mówić, że to najlepsze co mogłam zrobić dla siebie, bo nauczyłam się języka i zobaczyłam kawał świata. Podsumowując, nawet jeżeli są przeciwności i rodzina mówi “Nie jedź, nie pozwalamy ci”, słuchaj siebie. A najwspanialszą rzeczą jest to, że poznasz ludzi z różnych zakątków świata, nawiążesz wspaniałe znajomości, które mogą przetrwać nawet tysiące kilometrów. A może i tak jak ja, zyskasz drugą rodzinę, która zawsze będzie Cię wspierać, pomimo tego, że nie łączą was żadne więzy krwi.

 

Co o tym sądzisz?

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.