Dominik Gawron – Autostop po Australii i Nowej Zelandii

Dominik Gawron

Dziewiętnastolatek z Polski podróżujący z plecakiem po najbardziej oddalonej części świata. Nie, to nie początek podróżniczego bestsellera (choć być może w przyszłości zostanie opublikowany) tylko historia Dominika, który wziął gap year po ukończeniu liceum. Przeczytaj jego historię i dowiedz się, w jaki sposób rozwinął swoje zamiłowanie do autostopa oraz lepiej poznał samego siebie.

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z gap year?

Klasa maturalna, profil matematyczno-fizyczny: Uważałem wtedy, że pójdę na politechnikę tak jak większość moich kumpli, jednak pomyślałem sobie: “Dominik, przecież Ty nie lubisz takich rzeczy. Lubisz motocykle, ale to tyle z mechaniki. Co zrobić, na jakie tu studia iść?”

Tak się zdarzyło, że w tym czasie kupiłem od brata telefon i była na nim aplikacja dla maturzystów. Tam było coś napisane na temat gap year – o tym, że młodzież na Zachodzie robi sobie rok przerwy, żeby odnaleźć siebie. Powiedziałem sobie: “Kurde, to coś dla mnie.” Trzy sekundy później podjąłem decyzję, że nie idę na studia. Na początku było bardzo trudno, jeżeli chodzi o odbiór mojej decyzji przez otoczenie. Nikt mnie w tym nie wspierał i miałem tylko dwie osoby, które utwierdzały mnie w tym, że powinienem to zrobić. W domu rodzice się martwili i mówili “Co to za pomysły?!” – i nie ma się temu co dziwić, to z troski. Koledzy i znajomi to samo, ponieważ w Polsce panuje przekonanie, że jak ktoś nie pójdzie na studia od razu to nie pójdzie już w ogóle.

Generalnie, mój główny argument to “Podróżuję, bo teraz mam czas”. Niech sobie każdy dziewiętnasto- czy dwudziestolatek zapyta swojego ojca, matkę, wujka lub ciotkę, czy mogą wyjechać sobie na miesiąc bez problemu. Myślę, że w większości przypadków będzie to odpowiedź negatywna. Sam widzę to w swojej rodzinie. Kiedy jest się dorosłym i ma się obowiązki to o wyjazd na miesiąc czy dłużej jest po prostu ciężko. A teraz możemy. Jeżeli nie teraz to kiedy? 

Jak wyglądał proces planowania Twojego gap year?

Kiedy już wiedziałem, że wyjadę to zacząłem szukać wolontariatów. Okazało się, że żeby to zrobić to trzeba być bardzo bogatą osobą, bo wolontariaty za granicą za kilka miesięcy kosztują kilkadziesiąt tysięcy złotych. Wobec tego, odpuściłem sobie tę opcję. Żeby dostać wolontariat, na którym koszty są pokryte to zazwyczaj trzeba jechać co najmniej na rok. Ja nie chciałem całego roku spędzać w jednym miejscu. Zacząłem się zastanawiać, co innego mogę zrobić.

Wiedziałem, że muszę podróżować, bo inaczej ten rok będzie dla mnie stracony. Inne warunki, które sobie postawiłem to, że musiało być ciepło i musiał w danym kraju obowiązywać język angielski. Stany Zjednoczone odpadły na początku, ponieważ mógłbym nie dostać wizy. Wtedy pomyślałem o Australii – wow, marzenie. Tylko tam jest tak drogo, że nie wiedziałem, jak sobie poradzę. Już wcześniej czytałem o podróżach autostopem, więc teraz zacząłem dowiadywać się czy można podróżować autostopem po Australii. Okazało się, że można to zrobić i to bardzo tanio. Zdecydowałem się, żeby podróżować autostopem, a na miejscu pracować w różnych miejscach za wikt i opierunek korzystając ze stron takich jak Workaway albo HelpX. Polega to na tym, że pracuje się u ludzi maksymalnie pięć godzin dziennie za wikt i opierunek. Często miesza się u tych ludzi w domu i traktują Cię jako przyjaciela.

Więcej o możliwościach wyjazdu na wolontariat za granicę możesz przeczytać w tym artykule.

Przygotowania do wyjazdu

W ramach przygotowań, tuż po maturze zacząłem pracować – w tygodniu w jednym miejscu, a w weekendy dorabiałem jako kelner. Potrzebowałem sporo pieniędzy na kupienie biletów lotniczych i pokrycie kosztów wyjazdu, ale do Australii na szczęście bardzo łatwo dostać wizę. Sprzedałem też swój motocykl.

Ciekawie się zrobiło, kiedy przyjechał mój wujek z Australii, którego nigdy nie widziałem i zaczął opowiadać, że w Australii jest niebezpiecznie, że są węże i pająki, i tak dalej. Możesz sobie wyobrazić reakcję mojej mamy, jak to usłyszała. Od razu powiedziała “Nie ma opcji, że wyjedziesz”. Ja też się przestraszyłem i przez prawie miesiąc byłem załamany, że moja przygoda spaliła na panewce zanim na dobre się rozpoczęła. Wziąłem się jednak w garść i zacząłem czytać jeszcze więcej. Postanowiłem, że jadę tak czy siak. Kupiłem bilety i klamka zapadła. W międzyczasie podróżowałem jeszcze po Europie autostopem, żeby sobie poćwiczyć. Pojechałem na tydzień na Lazurowe Wybrzeże oraz na dwa tygodnie na Bałkany. Ostatecznie z Polski do Brisbane wyleciałem 25 października 2015 roku.

Dominik 2 - Dominik Gawron – Autostop po Australii i Nowej Zelandii
Foto: Dominik Gawron

O pobycie w Australii i Nowej Zelandii

W Australii spędziłem dwa i pół miesiąca podróżując autostopem. Z tego czasu prawie przez miesiąc podróżowałem z dziewczyną z Polski, którą poznałem przez internet. Tak jak mówiłem, pracowałem za wyżywienie i nocleg. Ludzie, u których spałem, często zabierali mnie na wycieczki, mieszkałem w ich domach – na kilka dni stawałem się członkiem rodziny.

Na antypodach spędziłem między innymi dwa tygodnie na farmie o powierzchni ponad 6000 hektarów, gdzie było 6000 sztuk bydła i czułem się jak w filmie. Tam jeździło się konno, quadem czy też samochodem, żeby spędzać bydło – zostałem „kowbojem” na dwa tygodnie. Nowy Rok spędziłem w Australii a następnie poleciałem do Nowej Zelandii. Tam również zdarzyło mi się pracować na farmie i to było na kompletnym odludziu. Trzeba było jechać 30 kilometrów drogą szutrową przez góry, żeby się tam dostać. Było tam 10 000 owiec, a dostęp do internetu tylko przez satelitę. Powierzchnia? Prawie 10 tysięcy hektarów! Od tamtego czasu nie przepadam za owcami, ale widoki były magiczne. Później podróżowałem po Nowej Zelandii, na przykład w góry na kilka dni z innymi ludźmi, których spotkałem na tej farmie, ale głównie autostopem.

Nie miałem większego planu, tylko wiedziałem mniej więcej w jakim kierunku chcę się udać. Droga pisała scenariusz i najlepsze było to, że ja w tej podróży niczego nie musiałem. Nie było tak, że musiałem zobaczyć jakieś góry, bo jakaś strona internetowa je polecała. Jak nie czułem takiej potrzeby, to tego nie robiłem. Skupiłem się na tym, żeby być w zgodzie ze sobą, przeżyć przygodę i się sprawdzić. To było dla mnie ważne, żeby zobaczyć, czy poradzę sobie sam – dziewiętnastolatek z plecakiem gdzieś na krańcu świata. W Nowej Zelandii spędziłem moje dwudzieste urodziny i na początku marca 2016 roku wróciłem do domu. Zacząłem pracować, chęci do studiowania miałem jeszcze większe niż przed wyjazdem, od września 2016 zostałem studentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu i jestem zadowolony, ponieważ kierunek który wybrałem jest dla mnie interesujący. Czas na podróże również się znajduje i każdego roku staram się gdzieś wyjechać.

Dlaczego tak bardzo polubiłeś podróżowanie autostopem?

Ja jestem już na etapie, uzależnienia od jazdy autostopem. Myślę, że uzależniłem się już od pierwszego momentu, tylko że o tym jeszcze nie wiedziałem. Dlaczego to lubię? Na początku wydawało mi się fajne, ponieważ można tanio podróżować, to był główny argument. Ale naprawdę zakochałem się w autostopie, ponieważ jest to moim zdaniem jedna z najciekawszych form podróżowania.

Kiedy jedziesz autostopem, podróżujesz z lokalnymi ludźmi. Możesz dowiedzieć się od nich jak jest w tym kraju naprawdę – nie z turystycznej broszury czy gości, którzy pracują w turystyce, tylko od normalnego Kowalskiego czy Johna Smitha, który pracuje jako lekarz czy robotnik w fabryce i on opowiada o swoich odczuciach. I to jest właśnie, co mi się podoba: rozmowy z ludźmi. Dzięki temu, Polska jest dla mnie zdecydowanie ciekawszym krajem. Dowiedziałem się, że ludzie w każdym kraju mają problemy i w każdym kraju muszą płacić podatki. To nie jest tak, że za granicą jest cudownie i wspaniale, a u nas szarość.

Czy są jakieś środki bezpieczeństwa, które stosujesz przy podróżowaniu autostopem?

Przede wszystkim, jeżeli ktoś się zatrzymuje, i mam złe przeczucia to nie jadę z tą osobą. W trakcie postojów staram się nie wychodzić samemu, zostawiając moje rzeczy w samochodzie. Jak staję przy drodze to w bezpiecznym i widocznym miejscu. Jeżeli to jest pod wieczór to ubieram kamizelkę odblaskową. Jeżeli chodzi o jakieś niebezpieczne sytuacje to jeszcze żadna mi się nigdy nie zdarzyła. Mam nadzieję, że się nie zdarzy. A czy się boję? Zawsze. Z tym, że ludzie w samochodzie też się boją – oni mnie, a ja ich. Staram się przezwyciężać ten strach, bo mam obawy przed każdą podróżą, w którą jadę, ale to byłoby nienormalne, gdybym się nie bał. Strach jest częścią naszego życia. 

Dominik 1 - Dominik Gawron – Autostop po Australii i Nowej Zelandii
Foto: Dominik Gawron

Jakie były ulubione momenty w trakcie gap year?

Wspominałem wcześniej o koleżance, która podróżowała ze mną przez pierwszy miesiąc. Razem pojechaliśmy do znajomych jej ojca w okresie przedświątecznym, to byli Polacy. Nie wiedziałem co zrobić w święta, a jestem bardzo rodzinną osobą. Ta rodzina zaprosiła mnie na Boże Narodzenie i była to taka typowa Wigilia z tradycjami, a na stole były polskie potrawy. Śmieszne było to, że na zewnątrz było przeszło 39 stopni. Tak jak w Polsce na pasterce trzęsie się z zimna to tutaj ciężko było wytrzymać z gorąca w koszuli, mimo że była już północ. To była polska pasterka, a że jestem katolikiem, to również było dla mnie ważne. Bardzo mi się to podobało. 

Z perspektywy czasu, w jaki sposób gap year ukształtował to, co robisz teraz i co chcesz robić w przyszłości? 

Na pewno pomógł mi w wytyczeniu ścieżki, którą podążam. Oprócz tego, dzięki gap year żyję w pełni. Uważam się za osobę, która żyje pełnią życia i wykorzystuje nadarzające się szanse. Jestem też pewniejszy siebie, ponieważ sprawdziłem się w podróży. Generalnie to lubiłem podróżować samotnie, bo to daje czas na przemyślenia i pomogło mi to z nakreśleniem ścieżki, którą później podążałem po powrocie do Polski. Kiedy w trakcie podróży spotykałem ludzi to oni zawsze mówili “Dominik, ty to wiesz, czego chcesz”, a ja im odpowiadałem “Tak?! To mi powiedzcie, bo ja nie wiem właśnie”. Teraz już wiem, a przynajmniej tak mi się wydaje. Ten gap year bardzo mi się przydał, stałem się inną osobą. Bycie w pojedynkę dało mi czas na refleksję. To jest ważne, zwłaszcza kiedy nie wiemy, co chcemy robić.

Jako student, jak udaje Ci się zmieścić Twoje podróże w kalendarzu?

Na szczęście wakacje studenckie mają trzy miesiące. W zeszłym roku byłem w Stanach Zjednoczonych, przed wymianą w Kanadzie. Pomyślałem, że nie byłbym sobą, gdybym nie pojeździł po Stanach autostopem. Poleciałem tam ponad miesiąc przed rozpoczęciem semestru w Kanadzie i przejechałem z Filadelfii na wschodnim wybrzeżu do Portland na zachodnim, przez Los Angeles, na południowym-zachodzie USA. Ponownie poznałem świetnych ludzi na trasie.

Jedną z przygód był przejazd z Las Vegas do Los Angeles, a później do San Francisco i Tijuany (Meksyk). Kiedy byłem w hostelu w Vegas, podszedł do mnie Teng, Chińczyk, który mieszka od lat w USA i spytał się czy chcę z nim wyjść na miasto. Poszliśmy i dowiedziałem się, że będzie jechał do Parku Narodowego Zion i zaoferował, żebym się z nim zabrał. Kiedy rano się pakowaliśmy, podszedł do nas jakiś gość z brytyjskim akcentem. Powiedział, że jedzie do Wielkiego Kanionu i spytał się czy pojedziemy z nim. Teng odpowiedział, że nie za bardzo, bo mamy mały samochód. Okazało się, że ten gość z brytyjskim akcentem był Włochem, miał na imię Roberto i miał swój samochód. Tak pojechaliśmy na dwa dni do Zion, a później do Bruce Kanionu i Wielkiego Kanionu. Wróciliśmy na noc do Las Vegas, gdzie Teng powiedział, że mieszka w Los Angeles i nas zaprasza do siebie. Pojechaliśmy do Los Angeles i okazało się, że mały samochód Tenga to był Mustang. Spędziliśmy tam trzy dni i razem z Roberto podróżowałem dalej. Rozstaliśmy się w San Francisco, skąd przejechałem autostopem do Portland a po kilku dniach poleciałem do Kanady na studia. 

 

Co o tym sądzisz?

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.